Witaj!

Cieszymy się, że zajrzałeś na stronę Wolontariatu Misyjnego Apollos! Obejrzyj, kim jesteśmy, i jeżeli kochasz Boga, ludzi i podróże…

Dołącz do nas!

Świat

stoi przed nami otworem. Dowiedz się, gdzie już byliśmy!

Zobacz

Wiedza

Zdobywamy nowe doświadczenia. Poznajemy świat.

Kalendarz

Październik 2019
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
30 września 2019 1 października 2019 2 października 2019 3 października 2019 4 października 2019 5 października 2019 6 października 2019
7 października 2019 8 października 2019 9 października 2019 10 października 2019 11 października 2019 12 października 2019 13 października 2019
14 października 2019 15 października 2019 16 października 2019 17 października 2019 18 października 2019 19 października 2019 20 października 2019
21 października 2019 22 października 2019 23 października 2019 24 października 2019 25 października 2019

18:00: Październikowe spotkanie wolontariatu

18:00: Październikowe spotkanie wolontariatu
26 października 2019

18:00: Październikowe spotkanie wolontariatu

18:00: Październikowe spotkanie wolontariatu
27 października 2019

18:00: Październikowe spotkanie wolontariatu

18:00: Październikowe spotkanie wolontariatu
28 października 2019 29 października 2019 30 października 2019 31 października 2019 1 listopada 2019 2 listopada 2019 3 listopada 2019

Aktualności

Z miłością… na Filipinach!

W wolnej chwili poszłam do Sali chłopców. Kiedy weszłam, jedni zerkali na mnie, drudzy obojętnie patrzyli w sufit a Marvel jak zwykle przywitał mnie uśmiechem. Pomyślałam, że chcę ich rozbawić, rozśmieszyć, oderwać od wszystkiego, co jest wokoło. Podeszłam do jednego z nich, chłopca o imieniu Ninjo. Miał on piękne brązowe oczy, dwa pieprzyki nad ustami, wyglądał na czteroletnie dziecko…a miał 17 lat. Leżał, rączką uderzał w moją rękę- gest, który zawsze robił. Zaczęłam go gilgotać, robić śmieszne miny i naglę patrzę a Ninjo się uśmiecha i cieszy się z całych sił… aż się wzruszyłam…potem już zaczął z radości wyrywać mi włosy (zaczepnie się przy tym uśmiechając). I wtedy zrozumiałam sens mojego wyjazdu misyjnego… nie zrobiłam nic wielkiego ale jeśli choć na chwilę sprawiłam, że Ninjo poczuł się kochany i szczęśliwy, to wszystko nabrało sensu… to wystarczyło… od tamtej pory kiedy tylko wchodziłam do sali, Ninjo uśmiechał się na mój widok. Pięć tygodni spędzonych na azjatyckim archipelagu sprawiło, że już nic nie będzie takie samo.

Ale zacznijmy od początku…

Pod koniec lipca w szóstkę wyruszyłyśmy w podróż misyjną na Filipiny. Przygotowywałyśmy się do tego wyjazdu uczestnicząc w spotkaniach wolontariatu misyjnego Apollos (działającego przy Zgromadzeniu Księży Werbistów). Dodatkowo zbierałyśmy środki finansowe, żeby wesprzeć działania Braci, do których miałyśmy dotrzeć. Pracowałyśmy w Trece Martires, w ośrodku  Bukal ng Kapayapaan (co oznacza Fontanna Pokoju) zajmującym się porzuconymi i niepełnosprawnymi chłopcami. Każdego dnia próbowałyśmy włączyć się w funkcjonowanie ośrodka poprzez karmienie chłopców, sprzątanie, pranie czy po prostu spędzanie z Nimi czasu. Wszystko tam świetnie funkcjonowało: opiekunki były troskliwe i niezmiernie cierpliwe, czyste ubrania, naczynia, podłogi, ciepłe i na czas przygotowane posiłki. Każdy miał swoje zadania i wykonywał je bez pośpiechu, na spokojnie, dokładnie.

Jadąc tam chciałyśmy czuć, że jesteśmy potrzebne, że zrobimy dużo dobrych rzeczy, może komuś pomożemy… ale kiedy już tam byłyśmy, to serce podpowiadało, że to my więcej otrzymujemy niż dajemy. Wdzięczność tych ludzi, niesamowita troska, życzliwość – tego nie da się opisać. Kiedy spędzałyśmy czas z chłopcami, zależało nam jedynie na tym, żeby umilić im kilka chwil, w  zamian dostawałyśmy ciepłe słowa, uśmiech i to Oni sprawiali, że każda chwila tam spędzona była niesamowita. W naszym ośrodku każdy z chłopców ma swoją historię, jedni byli porzuceni przez rodziców w szpitalu a inni u progu zakonnych drzwi. Na Filipinach pomoc biednym i potrzebującym najczęściej pochodzi od ludzi działających przy Kościołach. Siostra Wioletta, Urszulanka SJK, która spędziła już na Filipinach prawie 20 lat pokazała nam prawdziwe życie na ziemiach filipińskich. Byłyśmy na wysypiskach śmieci i w więzieniach, widziałyśmy działania sióstr i niesamowitą wdzięczność tych ludzi. Zobaczyłyśmy wiele dobra, które tam się zadziało i wciąż się wydarza. Akcje przy współpracy z  Caritas Polska takie jak, rzeka mleka, czy maszyny do szycia, programy dla więźniów czy samo dbanie o duchowy rozwój Filipińczyków, to tylko część ich niesamowitych działań. Biedę widać tam na ulicy, nikt się tym nie przejmuje, obok popsutych, rozpadających się domów, stoją wielkie klimatyzowane centra Handlowe SM. Filipiny to kraj katolicki a ponad 80% ludzi deklaruje swoją wiarę, która przesiąknięta jest zabobonnymi wierzeniami, kultem figur ale i olbrzymim zaufaniem do  Pana Boga. Na końcu każdej Mszy wszyscy zgromadzeni mówią Salamat sa Diyos (co oznacza Bogu dzięki) i głośno klaszczą, doceniając to, że mogli uczestniczyć w Eucharystii. Nie pojechałyśmy tam, żeby ich nawracać ale żeby dotknąć i doświadczyć, tego, z czym oni się mierzą. Na pewno pomogło nam to zobaczyć jak wiele my mamy i tego nie doceniamy.

Bracia Misjonarze Miłości, których założycielką jest Matka Teresa z Kalkuty, zaprosili nas do swojego życia, do miejsca, w którym całkowicie poświęcają się tym najbiedniejszym. Towarzyszyłyśmy im na modlitwach, próbowałyśmy filipińskich potraw, pysznych owoców ale przede wszystkim czułyśmy ich olbrzymią troskę o każdą z nas. Miałyśmy możliwość uczestniczenia w akcjach rozdawania żywności i  leków oraz  w katechezach dla najmłodszych. Wszystko było dla nas pięknym doświadczeniem a  słowa Matki Teresy z Kalkuty „Nie potrafimy robić wielkich rzeczy. Możemy robić rzeczy małe, za to z wielką miłością” mówiły o naszym wyjeździe wszystko. Nie dokonałyśmy wielkich rzeczy, nie naprawiłyśmy ich świata, ale wszystko, co mogłyśmy dać to nasz czas, nasze ręce gotowe do pracy i miłość. Teraz po powrocie, nie możemy przestać o tym mówić, chcemy uwrażliwiać innych na potrzeby tych, których spotkałyśmy na Filipinach, modlimy się za nich i wspominamy w naszych myślach. Być może nigdy tam nie wrócimy ale mamy nadzieję, że my także zapisałyśmy się w ich sercach i jesteśmy wdzięczne za każdą osobę, którą Pan Bóg postawił na naszej drodze.

Anna Machul

Misyjny Zjazd Dzieci – Nysa 2019

Nasi wolontariusze od wielu lat wspierają organizację Misyjnego Dnia Dzieci organizowanego we wrześniu w Nysie. Tym razem nie było inaczej. To już nasza tradycja! Razem tworzyliśmy centralne spotkanie w ramach, którego dzieliliśmy się świadectwami. Rodzina Chrulskich wraz z Marcinem opowiedzieli o półrocznym pobycie w Paragwaju, Magda na świeżo o swoim doświadczeniu misyjnym na Filipinach i Agnieszka wspominała wolontariat w Boliwii. Było bardzo różnorodnie i ciekawie. Mamy nadzieję, że dzieci wróciły ubogacone naszymi świadectwami.

Misje Ewangelizacyjne Nysa 2019

Od 9 czerwca w Nysie rozpoczynamy festiwal misyjny (szczegóły na plakacie). W tym czasie również nasz wolontariat będzie mógł zaprezentować swoją działalność. Jeśli chcesz spotkać naszych wolontariuszy zapraszamy Cię w weekend 15/16 czerwca. Będzie możliwość wysłuchania świadectw naszych kolegów i koleżanek przy dobrej kawie i herbacie. Będziemy dla WAS. Szukajcie nas! 😉

Integracja w Mańkowicach

W niedzielę, 2 czerwca, zakończyliśmy kolejny rok formacyjny. Ostatnie już spotkanie odbyło się w Mańkowicach. Był to czas na wspólne rozmowy, zabawę – jednym słowem integrację. Podczas takich wyjazdów możemy się jeszcze lepiej poznać, a także tworzyć plany na następny rok formacji.

Weekend spędziliśmy aktywnie. W sobotę wybraliśmy się na spacer w góry. Wspólnymi siłami oraz dzięki wzajemnemu wsparciu zdobyliśmy najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich – Pradziad (1491m n.p.m.). A dzięki uprzejmości właścicieli stadniny koni „Antoniówka” mogliśmy poznać okolicę w bardzo niezwykły sposób; wybraliśmy się na przejażdżkę wozem konnym.

Nawet podczas spotkań integracyjnych chcemy dawać świadectwo o naszej działalności. W niedzielę mieliśmy okazję opowiedzieć o naszym wolontariacie podczas Mszy Św. w lokalnej parafii. Wspólny wyjazd dał nam zastrzyk pozytywnej energii do dalszego działania i ostatnich przygotowań przed wyjazdami wakacyjnymi. Nasi wolontariusze w najbliższym czasie wyjadą na wolontariat na Ukrainę i Filipiny. Pamiętajmy o nich w swoich modlitwach!

Prosto z Madagaskaru

„Nie jest trudno być dobrym, wystarczy tylko chcieć” – inspirowane słowami wielkiego werbisty O. Mariana Żelazka, dwie wolontariuszki Werbistowskiego Wolontariatu Misyjnego „Apollos” – Jolanta Stolarczyk oraz Martyna Jędroszyk postanowiły sprawdzić, na czym polega „bycie dobrym” na Madagaskarze. Mijają już dwa miesiące od kiedy żyją w malgaskiej rzeczywistości, którą krok po kroku przybliża im O. Czesław Sądecki. Wolontariuszki prowadzą zajęcia plastyczne dla dzieci, pomagają uczyć języka francuskiego i próbują wprowadzić do szkoły trochę koloru. Oczywiście mowa tu nie tylko o kolorze skóry, który wzbudza niemałe zainteresowanie okazywane okrzykiem: vazaha!, będącym określeniem na białego człowieka. Życie w bliskim sąsiedztwie kościoła oraz szkoły i związane z tym zwyczajne bycie z drugim człowiekiem dyskretnie pozwalają stać się częścią lokalnej wspólnoty. Niemałego uroku pobytowi na malgaskiej lądzie dodaje zapierająca dech w piersiach natura, wobec której nie sposób przejść obojętnym. Dla przybysza z Europy bez wątpienia żaden dzień na Madagaskarze nie jest taki sam, a kolejne doświadczenia obyczajów prowadzą do wniosku, że charakterystyki tej wyspy nie da się zawrzeć w jednej krótkiej opowieści. Nie ulega wątpliwości, iż chęć świadczenia mądrego wsparcia oznacza gotowość na zapoznanie się ze sposobem postrzegania świata przez człowieka wychowanego lub dorastającego w innej kulturze niż nasza. To, co w europejskim rozumieniu jest „dobre”, niekoniecznie nadaje się do wykorzystania na innym kontynencie. Pierwsze zderzenie z wolontariatem misyjnym prowadzi również do przeświadczenia o prawdziwości słów: „dając siebie- otrzymujemy” (i to często znacznie więcej niż możemy zaoferować), a także pewności, że z Afryki nie sposób wrócić takim samym…

Martyna Jędroszyk