Witaj!

Cieszymy się, że zajrzałeś na stronę Wolontariatu Misyjnego Apollos! Obejrzyj, kim jesteśmy, i jeżeli kochasz Boga, ludzi i podróże…

Dołącz do nas!

Świat

stoi przed nami otworem. Dowiedz się, gdzie już byliśmy!

Zobacz

Wiedza

Zdobywamy nowe doświadczenia. Poznajemy świat.

Kalendarz

Wrzesień 2020
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
31 sierpnia 2020 1 września 2020 2 września 2020 3 września 2020 4 września 2020 5 września 2020 6 września 2020
7 września 2020 8 września 2020 9 września 2020 10 września 2020 11 września 2020 12 września 2020 13 września 2020
14 września 2020 15 września 2020 16 września 2020 17 września 2020 18 września 2020 19 września 2020 20 września 2020
21 września 2020 22 września 2020 23 września 2020 24 września 2020 25 września 2020 26 września 2020 27 września 2020
28 września 2020 29 września 2020 30 września 2020 1 października 2020 2 października 2020 3 października 2020 4 października 2020

Aktualności

KOMUNIKAT!

W związku z nadal obowiązującymi obostrzeniami, spotkania naszego wolontariatu są zawieszone do końca października. Prosimy, aby śledzić komunikaty na naszej stronie. O zmianach będziemy informować na bieżąco.

Kokosy na misji, czyli zrób to sam.

Praca misyjnych wolontariuszy ma różny charakter, ponieważ potrzeby misji bywają bardzo odmienne. Poza pomocą w szkole, świetlicy lub przychodni, często przydaje się także pomoc w ogrodzie i kuchni. Jest zatem bardzo wskazane, by wyjeżdżając, mieć wiele umiejętności i kompetencji. Mimo to, na misji można też sporo się nauczyć.

W Europie i nie tylko, ludzie są przyzwyczajeni, że wszystko kupuje się gotowe. Na misji odciętej od świata, na przykład gdzieś w buszu, trzeba wiele rzeczy wykonać własnoręcznie.

CZYTAJ DALEJ…

Nocny horror i nie tylko

Kilkukrotnie byłam wolontariuszem na misji. Pracowałam w mieście i poza nim. Jeździłam wraz z misjonarzem autem, motorem lub quadem po wyboistych i piaszczystych drogach w buszu, by dotrzeć do mieszkających tam wspólnot. Pieszo wędrowałam przez busz w towarzystwie Malgaszki, wieczorem wracając do miasta z zajęć dla dzieci. Szłam malowniczymi wąwozami z czerwonej ziemi i wąskimi ścieżkami, wspólnie z malgaską siostrą zakonną oraz dziećmi na poranną katechezę w odległej wiosce w buszu. Ale nigdy nie towarzyszyłam misjonarzowi podczas wielodniowego tournée (duszpasterskie odwiedziny wspólnot katolickich) po wioskach w buszu. Takie wyprawy znam jedynie z opowieści. Oto niektóre z nich.

CZYTAJ DALEJ…

Bezpieczeństwo

Samodzielność wolontariuszy na misjach jest bardzo potrzebna, ale rozsądek niezbędny. Każdego z nas, podobnie jak misjonarzy lub misjonarki, może spotkać wiele zaskakujących i nie zawsze bezpiecznych sytuacji. Trzeba być uważnym, ostrożnym, a czasem bardzo kreatywnym.
Wrześniowa sobota, Madagaskar. Na długo przed świtem budzi mnie pianie kogutów pod oknem. Dziś nie prowadzę zajęć w szkole, więc nareszcie mam czas, żeby odpocząć. Kiedy słońce pojawia się na niebie, wyruszam jak tydzień temu na długi spacer nad ocean. Gdy docieram na wybrzeże, trwają jeszcze połowy. Na wodzie kołyszą się rybackie lakana (łódka wykonana z wydrążonego pnia). Plaża jest szeroka, ale pusta. Nie ma ani Malgaszów, ani białych turystów. Odpoczywam więc w spokoju i zachwycam się widokiem oceanu, siedząc w cieniu baru, nieczynnego o tak wczesnej porze. Potem idę na spacer wzdłuż brzegu. Zbieram do worka kawałki drewna wyrzuconego przez wodę, bo zamierzam wykorzystać je na zajęciach w szkole. Nagle widzę, że w moją stronę biegnie malgaska kobieta. Jej nieprzyjazna mina nie zapowiada nic dobrego.

CZYTAJ DALEJ…

KANOTO, czyli jak dotrzeć do misji

Wybieracie się na misje? Myślicie, że wystarczy wsiąść do auta lub samolotu i znajdziecie się na miejscu? Czasem to dopiero początek podróży.

Jest czerwiec 2018r. Od kilku godzin jadę samochodem, wraz z misjonarzem i siostrą zakonną. Droga jest piaszczysta i bardzo wyboista. Żeby dotrzeć do misji w Berevo (czyt. Berewu) na Madagaskarze, najpierw trzeba dojechać do rzeki  Tsiribihina (czyt. Ciribina). Potem należy przeprawić się barką do Belo (czyt. Belu). Tam trzeba  przesiąść się na kanoto (mały malgaski statek silnikowy) i spędzić w rejsie pół dnia lub całą dobę, by nareszcie wysiąść na brzegu Berevo. Stąd do misji jest tylko kilkadziesiąt minut piechotą. Gdy dojeżdżamy do rzeki, barka już czeka. Są na niej auta terenowe turystów i malgascy pasażerowie. Załoga uruchamia silnik
i odpływamy. W tym czasie jeden z mężczyzn nieustannie nabiera wiadrem wodę
z dolnej części barki i wylewa za burtę. Coś tu przecieka?

CZYTAJ DALEJ…