Facebook

DESZCZOWE PURI W INDIACH


KINGA ZASTAWNA BYŁA PO RAZ DRUGI W INDIACH

img_2467

Na początku lipca lek. Kinga Zastawna po raz drugi poleciała do Indii na prawie 3 miesiące wolontariatu. Pracowała w placówce misyjnej Księży Werbistów w Puri, która zajmuje się szeroko rozumianą opieką nad osobami dotkniętymi trądem. O codziennych doświadczeniach oraz pracy Kingi można przeczytać na blogu.

Link do bloga Kingi: http://ashabagicha.wordpress.com/







KINGA ZASTAWNA PO RAZ PIERWSZY W INDIACH

img_2467

Drodzy Przyjaciele! Szczęśliwie dotarliśmy do celu – Katolickiej Misji Księży Werbistów w Puri, w której przez 20 lat pracował Ś.P. Ojciec Marian Żelazek. Już pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe i krótkim odpoczynku udaliśmy się do przychodni, na spotkanie z ludźmi, którego ja oczekiwałam od momentu decyzji o naszym wyjeździe. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, jak bardzo ludzie mieszkający tutaj nas oczekiwali… Dowiedziawszy się, że pochodzimy z kraju, z którego pochodził Ojciec Marian pewien starszy mężczyzna, bez stopy, wszystkich palców u rąk i z charakterystycznymi trądowymi zmianami na twarzy, ze łzami w oczach we własnym języku prosił, bym została w Puri już na zawsze, bo gdy jestem wszystko jest dobrze… To niesamowite uczucie patrzeć na wdzięczność tych ludzi – wdzięczność za Ojca Żelazka – opiekuna i przyjaciela trędowatych.

img_2467

Praca w przychodni zaczyna się o 8.00 rano. Polega głównie na zmianie opatrunków na stopach chorych. Dlaczego na stopach? Trąd atakuje nerwy, sprawiając, że chorzy tracą czucie w kończynach. Z tego powodu uszkadzają sobie głównie stopy przy codziennych zajęciach, nawet tego nie zauważając. Tak więc zmieniamy opatrunki codziennie, najpierw pacjentom z oddziału, który również znajduje się w przychodni, a potem pacjentom, którzy przychodzą ze swoich domów. Pracownicy przychodni, przyzwyczajeni do tego, że należy oszczędzać, codziennie tną na kawałki wielkie płaty gazy i misternie zwijają je w bandaże. Na oddziale leży aktualnie 11 mężczyzn i 2 kobiety. Każde z nich oprócz ran na kończynach mają inne schorzenia, które nie pozwalają im iść do domu.


Ogromnym problemem są tutaj muchy, uparcie siadające na każdym, kto tylko pojawi się na oddziale. Pacjenci starają się je odganiać za pomocą szmatki, którą każdy ściska w dłoni. Nie jest to jednak skuteczna metoda. Oprócz zmiany opatrunków przychodzą ludzie z innymi chorobami. Dwa dni temu zgłosiła się dziewczynka z potężną raną na nodze. Prawdopodobnie bojąc się, że może być to trąd ukrywała wszystko przed rodzicami przez ok. 3 tygodnie. Poza, tym cóż mogę powiedzieć… To zdjęcie z tym maleńkim dzieckiem na rękach… dziecko ma 8 miesięcy i jedyne co mogę powiedzieć to to, że jest bardzo ciężko chore… matka niestety nie zgadza się na badania, ani na wizytę u pediatry… Więc znów czeka mnie lekcja pokory. Pewnie nie ostatnia… Pozdrawiam Was bardzo gorąco! Z deszczowego Puri Kinga